- Być dziennikarzem to nie tyle umieć ciekawie i zajmująco pisać, to również dążenie, aby wiedzieć i umieć robić wszystko. I to wyjątkowo porządnie i uczciwie.

Grudzień 1987 rok. Wizyta Gorbaczowa w USA. Godzina ok. 10. Róg Connecticut Avenue i "L". W samochodzie jedzie Gorbaczow wraz z wiceprezydentem Bushem. Gorbaczow wyraził chęć spotkania się z mieszkańcami, na co Bush wyraził zgodę. Samochód zatrzymał się...

Jednak owo wydarzenie nie jest teraz w centrum naszego zainteresowania. Zatrzymanie rządowej limuzyny w centrum miasta spowodowało, że na sąsiednich ulicach ruch zamarł. W tym czasie pracownik Biblioteki Kongresu, Robert Nease, wiózł żonę do porodu. W pewnym momencie usłyszał, że żona już zaczyna rodzić. Nie zważał już nawet na światła czerwone. Kilka przecznic od szpitala "meksykańska samochodowa fala korkowa" zablokowała jednak jego wóz. Na amen. Musiał zatrzymać się tuż przed hotelem "Ritz Carlton". Wszedł do  recepcji i poprosił o pomoc. Pracownik hotelu i zarazem student, Paul Bennett, przyszedł z pomocą i jak wieść głosi... przyjął poród. No cóż, bycie studentem i pracowanie w hotelu takim jak "Ritz ....." to czasem zaszczyt, i wielka odpowiedzialność.

Rzecz w tym, że ów młody człowiek nie był studentem medycyny, lecz ... dziennikarstwa.

"- Być dziennikarzem to nie tyle umieć ciekawie i zajmująco pisać, to również dążenie, aby wiedzieć i umieć robić wszystko".

Co na to nasi polscy dziennikarze? Czy polski dziennikarz musi umieć wszystko?

Miałem okazję uczestniczyć w kilku spotkaniach, których tematem było tzw. społeczeństwo obywatelskie czy też inaczej zwane cywilne. Tematem przewodnim tychże spotkań było znalezienie odpowiedzi na pytanie:

- czy Polacy chcą być społeczeństwem obywatelskim (citizen journalism)?

Uwag, powiedzmy sobie bardzo delikatnych, było mnóstwo i o odcieniu wybitnie negatywnym. Krytycznie nie tylko odnoszono się do za wysokich zarobków tzw. medialnych guru, lecz do ich osiągnięć i odpowiedzialności za swoją działalność. Generalna opinia o znacznej czy przeważającej części była jednoznaczna. Polscy dziennikarze są na łasce dwóch osób - Matki Mamony oraz wydawców. Poza wyjątkami, nie ma programów autorskich, jeśli są, to na żenującym poziomie.

Następnym zarzutem było zwykłe tchórzostwo, co mnie całkowicie zaskoczyło. Jak mam ocenić dziennikarza np. Wojciecha Cieślę, który po prostu ukrywa się i dopiero na sali sądowej z innej sprawy, mimo oporów ze strony swojego adwokata, odbiera z rąk sądu wezwanie? I jeszcze na korytarzu sądu wygłasza "zaczepki" pod adresem swoich adwersarzy. Jak się okazuje, jest całkiem spora grupa dziennikarzy, którzy coś piszą, a potem uciekają, gdzie pieprz rośnie. Robią uniki, jakie w swoim zwyczaju mają zwykli przestępcy. Gdzie honor i ambicja dziennikarska? A może to nie dziennikarz? To w takim razie kto?

Drugą grupą ludzi z tej kategorii są dziennikarze, którzy tworzą swój życiorys tzw. bezpieczny, czyli żadnych krytycznych uwag pod adresem rządzących, także tych lokalnie. Dodatkowo bardzo pilnie śledzą przyszłe zaplecze polityczne, w myśl zasady "pokorne cielę dwie matki ssie". To jest dziennikarz? Chyba gazetki szkolnej. Dla wielu takim przykładem są leszczyńskie... media to raczej poważne słowo. Bardziej pasuje - informacja kulturalno-społeczna. Z mocnym przechyłem na kronikę wypadków i głaskaniem aktualnych władz.
Padały zarzuty o braku odpowiedzialności, otwartości, selektywności materiałów czy tematów. Ciekawą opinię usłyszałem o sposobie prowadzenia wywiadów. Generalnie są prowadzone w sposób fałszywy, nieuczciwy, z góry zaplanowany jako "brudny". Dziennikarz stara się rozluźnić przedmówcę, jest miły, uprzejmy, zgadza się na wszystko, mało tego - od siebie dodaje opinie bardzo odważne, itd. W zdumienie później wprawia wszystkich uczestników tekst lub program wyemitowany w mediach! Bezczelność dziennikarza takiego jest zdumiewająca: Nie trzeba było tego mówić! A że skróciłem tekst, wyrwałem to i owo, to nasz dziennikarski warsztat, musimy się zmieścić w tzw. "style book", itp. Wywiad w formie oryginalnej byłby niezrozumiały i mało atrakcyjny, itd.

A jak jest wywiad lub reportaż kłamliwy, lub co bardzo często występuje, "wybiórczy", to jest już "zjadliwy i czytelny dla wszystkich"? Czy to nie ohydna manipulacja? Zwykła chamska gra pozorów? Po co i w jakim celu? Padło jeszcze wiele przykrych zarzutów pod adresem polskiego dziennikarstwa.

Generalna opinia: Nie ma w Polsce społeczeństwa obywatelskiego i dziennikarskiego. O ile dziennikarskie spotyka się tu i ówdzie, lecz elementy jego są bardzo zróżnicowane, często kiepskie, czasem bardzo solidne. Cisza natomiast o inicjatywach i reakcjach zwykłych obywateli.

Winnych tego stanu rzeczy widzimy głównie po dwóch stronach, polityków oraz samych obywateli.

Politycy są odpowiedzialni za stworzenie takich mechanizmów, że prawdziwa prasa, telewizja, radio nie ma żadnych szans istnienia w Polsce. Ten wypracowany w ciszy gabinetów ma za zadanie tylko jedno - media muszą być na naszych usługach.

Żaden w Polsce wydawca nie zarobi, jak będzie przeciwko nam. Jakich środków się używa? Przeróżnych, począwszy od wydania (czytaj: sposobu) koncesji, udzielania "poufnych i nieoficjalnych informacji", miejsca i sposobu wysyłania zaproszeń na różne spotkania, konferencje, w tym te uznane jako nieoficjalne, blokada informacji itd. Ciekawym sposobem jest uzależnianie danego pisma od możliwości prowadzenia innych rodzajów działalności. Tu odniesieniem może być przykład leszczyńskiego "Pulsu Leszna".

Same wydawnictwa robią wszystko, aby dostosować się do sytuacji. Wybiórczość informacji, całkowita blokada, zatrudnianie "miernych, lecz wiernych", stosowanie rozmaitych sztuczek mających na celu zatrzymanie wypuszczenia artykułu czy informacji.

Dosyć częstym spotykanym sposobem jest powoływanie się na tzw. ekspertów, doradców uznanych i takie tam "stowarzyszenia podartych umysłów", którzy za słynne owe "pięć minut" na antenie są gotowi na, tu cytat: "usmażenie w ogniu piekielnym własnej matki". Odwoływanie się do "dziwnych" autorytetów (np. Aleksander Kwaśniewski, polityk z alkoholowym życiorysem, Niesiołowski poseł, który winien być cytowany między 24 w nocy a piątą nad ranem) czy grup składających się z reguły z kilkunastu osób, o których wiadomo tylko jedno - istnieją. Normą są takie sytuacje jak "kupowanie artykułów" czy "tworzenie wizerunków". Temat rzeka.

Drugim winowajcą są sami obywatele, którzy absolutnie nie potrafią znaleźć sposobu na przełamanie owej bariery. Być może jest to wynikiem braku wiedzy na ten temat, braku odpowiedzialności i wyobraźni czy poczucia wartości wyższych. Być może jest to wynik zwykłego lenistwa, panującego tumiwisizmu, bo trudno Polakom odmówić braku sił witalnych i zwykłego rozsądku czy rozumu.

Czy Polacy mają szansę na udział w społeczeństwie cywilnym? Tak i to bardzo. Muszą sobie tylko w ciszy i spokoju odpowiedzieć na kilka pytań:

- czy stać na nas na poznanie prawdy o naszym państwie, naszej kulturze, o osobach publicznych tylko wtedy, gdy stanie się coś strasznego?

- czy naprawdę musimy być "stadem" na usługach politykierów i innych grup "pokręconych umysłowo"?

- czy chcemy się wstydzić za swój kraj w świecie?

- czy ja muszę nadal być biedakiem w środku Europy?

Wielu rodaków się z tym nie zgodzi. Pytanie: jak? Tak jak powstało społeczeństwo dziennikarskie. Inne są tylko metody działań. O tym następnym razem.

Aha, byłbym zapomniał, dyrektorem wówczas hotelu "Ritz Carlton" był Philip Truelove ("prawdziwa miłość") - zbieg okoliczności?
Dziennikarzu, nie wstydź się
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org