Kradnę, bo .......
Moje powroty do Ojczyzny zawsze są w miarę przewidywalne. Mogę się spodziewać takiego czy innego zachowania części Polaków - czasem mam wątpliwości czy są to moi rodacy.

Wracając z Frankfurtu do kraju, opowiadano mi o ostatnich wydarzeniach. Polański, jakiś wyższy działacz PO i o dziwo niejaki Pan Drzewiecki - owi ostatni związani z jakąś ustawą o grach.

Już w samolocie dotarła do mnie wiadomość o śmierci byłego ministra finansów Japonii, nie ukrywam, że było to dla nas dużym zaskoczeniem, chociaż biorąc pod uwagę, że w tym kraju ( Japonii ) słowo odpowiedzialność to nie “kiełbasa wyborcza” jaką serwują nam na co dzień “wysocy i odpowiedzialni politycy czy urzędnicy” różnej maści.

Tak naprawdę “odpowiedzialność” to mają gdzieś z jednego powodu - nie bardzo wiedzą co to jest a i tak naiwni wyborcy czy “zagoniona politycznie” gawiedź kupią owe słowa.

Trudno tak na gorąco zajmować się czymś co jest usłyszane, lecz skojarzyły mi się owe wydarzenia z jednym napisem, bodajże na murze w Wrocławiu.

Brzmiał dumnie i treściwie:

“KRADNĘ, BO NIE CHCĘ BYĆ W MNIEJSZOŚCI”

Minęło od tego czasu kilka lat. Czy coś się zmieniło? Jak widać anonimowy autor winien konkurować z największymi jasnowidzami Cywilizacji o palmę pierwszeństwa. Popieram wybór….

04 październik 2009
Ciemna strona planety.
Miałem okazję, zresztą rzadką oglądać polską telewizję. Dziwnym trafem oglądałem na żywo transmisję z Norwegii. Ni stąd ni zowąd padło nazwisko Prezydenta Stanów Zjednoczonych jako laureata Pokojowej Nagrody Nobla.

Tak szczerze powiedziawszy nie zrobiło to na mnie wrażenia.

Dlaczego?

Jest kilka powodów. Pierwszy to fakt, że przyznają to Norwedzy. Nikt inny. Drugi, że czasem mam wątpliwości co do rzetelności przyznawania tej cennej nagrody. I tak dalej.

Jednak czasem, głos dobiegający mnie telewizora nieco intrygował. Szczególnie opinię wyrażane przez tzw. amerykanistów i ekspertów.

O ile mnie nie dziwią opinie zwykłych ludzi, zabieganych w życiu to już słuchając “fanatyków słowa mówionego”, delikatnie irytują.

Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy po usłyszeniu komentarzy to nie zdziwienie, że otrzymał nagrodę Prezydent USA, lecz niewiarygodnie niska wiedza “ekspertów” na temat przyznawania Nagrody Nobla!

To coś w rodzaju, gdy mieszczuch komentuje dojenie krowy przez rolnika z dziada pradziada. Czyli tzw. mózg na patelnii.

Uważny “ekspert” zauważyłby, że Komitet nie przyznaje nagród według “widzimisie”. Do tej “zagrywki” są zapraszani specjalnie wytypowane osoby i….. Laureaci Nagrody Nobla! Jest na to sporządzony regulamin!

To nie jest tak, że Komitet prosi polskie czy inne agencję zajmujące się PR lub ankietami o zebranie “wśród reprezentowanej losowo grupie osób w liczbie 500 lub tysiąc” - kto ma w roku 2009 dostać nagrodę!

Ktoś musiał zgłosić i uzasadnić ową kandydaturę i to - o ile mnie pamięć nie myli - do końca stycznia każdego roku. I to nie jedna osoba i nie kilka. To znacznie szersze grono. I zapewniam, że w tym gronie raczej bandytów czy osób niewykształconych nie ma.

Oczywiście, że można się spierać czy jest słusznie przyznana czy nie. A to pytanie należy zadać tym, którzy składają propozycję wraz z uzasadnieniem.

Dzień u mnie, noc na drugiej stronie planety. Time go. Noc u mnie jasna strona tam, gdzie chcę zasięgnąć “języka”.

Owszem początkowo ziewanie a potem lekkie zirytowanie.

- Co powiesz o przyznanej nagrodzie prezydentowi? - oczywiście rozmówca zdaje sobie sprawę, że nie chodzi tu o mojego prezydenta.

- Ta? - czuję, że ziewanie jeszcze w jego głowie tańcuje. - Złotego Globa? Emmy?

- Nie - ripostuję - Pokojową Nagrodę Nobla.

- Aaaa, pokojową - chyba wkładał stopy w bambosze. - Taaa… no i co z tego?

- Dobrze zadzwonię później……

To czy przyznano słusznie czy nie, zostawiam innym i historii. Denerwuję mnie jednak wybitny brak wiedzy wielu na dany temat. Nawet tej szczątkowej w czym celuję wielu “medialnych ekspertów”.

Jak później rozmawiałem, zbytnio Amerykanie nie podniecają się ową nagrodą. Bardziej ich interesują najbliższe rozgrywki ligowe.

A tytuł? Kiedy tam za oceanem “kombinują” jak iść dalej ja zostałem po ciemnej stronie naszej planety.

Z dzisiejszego dnia nauczyłem się jednego - nie włączać telewizji za dnia…. Po co sobie niszczyć reputację.
10 październik 2009
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org