Zginął policjant, Cygana powiesili...
Krótki komentarz do owego tekstu. Tekst jest zapisem autentycznej rozmowy i oparty na prawdziwych dokumentach, jednej z komend miejskich w Polsce. Ma swoje konsekwencje w stosunku do jednego z rozmówców.
Czekając na Pit'a aż skończy pracę, postanowiłem obejrzeć telewizję polską. Wśród różnych wiadomości, moją uwagę przykuła informacja o bezsensownej śmierci policjanta. Zabito go na oczach ludzi, na przystanku.
Wszedłem do gabinetu.
- Pit, zginął policjant.
- Gdzie? - Zapytał nie przerywając pisania.
- W Polsce, słuchałem teraz wiadomości. Tak się zastanawiam, jak to możliwe? Zabić w biały dzień, na oczach innych. Nikt nawet nie zareagował.
- Paul, bo to wina polskiego rządu, parlamentarzystów i samych policjantów. Widać im to pasuje.  - odrzekł.
- Co Ty opowiadasz? - Zaskoczył mnie swoją opinią.
- Chwila Paul, zakończę tylko wątek i jestem.

Wróciłem do salonu. Dlaczego rządu, Sejmu, policjantów, a nie np. rodziców, którzy nie panują nad swoimi pociechami? Czy szkoły lub środowiska?

Po kilkunastu minutach Pit wreszcie wyszedł. Usiadł, wyłączył telewizor. Na stole stały dwie szklanki koniaku.
- O co pytałeś? A o śmierć policjanta, na przystanku tramwajowym. Tak. To wina Sejmu, rządu, samej policji. Absolutnie za to nie ponoszą winy inni.

Patrzyłem na przyjaciela. Co mu świta znowu w głowie? Czekałem.
- Zdziwiony? - Spytał chytrze.
- Tak, nawet bardzo.

- Opowiem dwie historię. Kiedy Ty przebywałeś w Limie, pracując w pocie czoła w narodowej bibliotece, "wpadłem" niechcąco do Ameryki. Postanowiłem odwiedzić znajomych w Detroit. Upał.  Uzbrojony w mapę miasta, udałem się pieszo. I …, zab
łądziłem. Idąc nagle zauważyłem, że znalazłem się w dzielnicy, gdzie - białym wstęp wzbroniony, a po 19-tej to wiesz. Tu i ówdzie ludzie z różnych części świata. Stare rudery, częściowo zamieszkałe. Po sklepach tylko ślady. Nagle, coś się zmieniło. Jakby ciszej na ulicach, spokojniej, tylko starszyzna i dzieci. Nie bardzo wiedziałem, co się dzieje. Bałem się, że nagle ktoś do kogoś będzie strzelał i takie tam.
Otóż nie, z za rogu ulicy wyszedł… policjant. Z pa
łką machający jak Chaplin, kajdanki, zero broni palnej. Stanął, rozglądnął się. Podszedłem do niego i pokazując kartkę z adresem, poprosiłem o pomoc. Spojrzał na mnie, na kartkę i jakby nigdy nic, odwrócił się do mnie mówiąc - go. Kiwnął palką, on pierwszy, a ja za nim kilka metrów. Tak przeszliśmy kilka przecznic. W końcu stanął przed jednym wejściem do okazałej kamienicy, wskazał pałką schody. Podziękowałem mu. Paul, pojmujesz? Ani słowa. Spacerkiem zaprowadził mnie pod samo wejście.
A teraz Szwajcaria. Zimowa noc. Zjeżdżamy z góry, szosa czarna. Z daleka błyska światło policji. Powoli dojeżdżamy, sądzimy, że wypadek. Tylko stłuczka. Przyglądamy się. Po chwili policjant podchodzi do bagażnika swojego pojazdu, wyciąga miotełkę, szufelkę i na naszych oczach zbiera potłuczone szkło z tylnych świateł czyjegoś pojazdu.
Byłem w szoku. Zgarnął to wszystko do bagażnika i kiwnął, że możemy jechać.

Jak opowiadam owe historię polskim policjantom, to niemalże każdy z nich natychmiast chcę mnie zamknąć na 48 godzin? "Co niby według Pana ja mam sprzątać?". On nic nie zrozumiał z tego. Nikt mu nie każe sprzątać, chociaż co według niego winno się zrobić? Wezwać straż pożarną? Na takim odludziu? Nie, on ma jedną receptę - inne pojazdy to rozjeżdżą. Taki sposób myślenia. W Detroit policjant pokazał jedną rzecz ważną dla mnie - on ma SZACUNEK.

- Za dużo wymagasz.

- Kto jest temu winien, że polski policjant nic z tego nie zrozumiał? Ja? Ty? Raczej nie, bo nie mieszkasz tutaj. Sąsiad?  Rodzice owego policjanta. Bzdura. Winny jest rząd, który zatrudnił takiego a nie innego komendanta. Wróćmy do zabójstw policjantów.

- Pit, przerwę ci, mówimy o zabójstwie policjantów nie przez gangsterów czy podobnych im, lecz o młodych ludziach lub  osobach, którzy z policją raczej nie mają intensywnego kontaktu.

- Do tego zmierzam - oparł się wygodnie. - Najpierw przyjrzeć się należy jednej rzeczy - Jak widzą Polacy policjantów? I tu jest sedno sprawy. Polskie żarty o policjantach są identyczne jak kawały o blondynkach. Kropka w kropkę. Humor  Polaków ukazuje umiejscowienie policjantów znad Wisły. To jednak żarty. Idźmy dalej. Na poważnie.

- Kto z nas był okradziony? Sądzę, że około 99% dorosłych Polaków spotkała ta przykrość. Jakie są opinię po spotkaniu z funkcjonariuszami z tzw. pierwszej linii. Ogólnie rzecz biorąc beznadziejne. Przyjeżdżają, piszą, w tym masa błędów  ortograficznych, poczekaj, coś ci pokażę.

Pit poszedł do gabinetu, wrócił z kilkoma opasłymi teczkami.

- Spójrz tutaj, wyraz "kłutka". To protokół z przesłuchania. Brak znaków interpunkcyjnych - nagminne, czytaj "worki z odpadami folii, tworzywa sztucznego". A folia to niby, co? Materiał wybuchowy z gliny? Dalej "…dokonano penetracji pobliskiego terenu". Mocne, nie? "Penetracja".

- Za dużo seksu - zaśmiałem się. - A to, co? Pokazałem inny arkusz w dokumentacji. Jakiś dziwny.

- To? Też protokół oględzin. Masz czytaj.

Wziąłem do ręki dokument i… zatka
ło mnie.

- To chyba pisał lekarz. - Stwierdziłem, nic nie można było odczytać.

- Kiedy pokazałem ów dokument w prokuraturze, to zrobiono duże oczy.

- Dobra, czepiasz się szczegółów. Mnie to nie przekonało do zabijania policjantów. - Rzekłem.

- Spokojnie, jedno już wiesz. Poziom. Do policji nie przyjmuje się z wykształceniem podstawowym, lecz minimum średnim. A zwykły obywatel jak widzi coś takiego to wybacz, lecz zaczyna mieć określone zdanie. Dobrze, zostawmy to. Idźmy do dochodzeniówki. Przedsmak. Jeszcze rok temu, myślałem, praca policjanta to ciężka służba, szalenie niebezpieczna. Coś jednak tknęło mnie, aby przyjrzeć się owej ciężkiej służbie.
Wziął do ręki jedną z teczek i wypiął dokument. "Notatka urzędowa" - pisało na środku białej kartki. Przeczytałem.

- Nic nie rozumiem. Jest w porządku - powiedziałem.

-Tak? Jak dla Ciebie, dla mnie nie. Otóż spójrz na datę. 11 wrzesień 2009 roku. - Chytrze próbował mnie podejść.

- Data jak data - nie widziałem nic szczególnego.

- Otóż mój przyjacielu - śmiejąc się do mnie - w tym dniu mnie nie było w kraju! Przecież miałem wykłady.

- Fakt - dotarło do mnie, wrzesień ubiegłego roku. Byliśmy razem poza Polską.

- No, więc, jak to możliwe, że policjant w dniu 11 września 2009 roku miał ze mną kontakt? - Spytał.

- To fałszerstwo. - Krótko odpowiedziałem.

- A teraz dalej. Masz poczytaj - podał następny dokument.

Znów "notatka urzędowa". Ponownie nic szczególnego. Wykaz skupów złomu, które kontrolował policjant.
Spojrzałem na Pit'a.

- Z czterech wymienionych punktów skupu złomu, tylko jeden istnieje faktycznie. Pozostałe punkty to czysta fikcja literacka. Nigdy ich tam nie było, nawet przed I wojną światową - zaśmiał się. - Na upartego jakby chciał to wziąłby do ręki książkę telefoniczną i spisał z niej skupy złomu.

- A może nie chciał?

- Chcesz obejrzeć jeszcze pracę twórczą dochodzeniówki zwaną często „fabrykami umorzeń”? - spytał.

- Nie, przykład Państwa Olewników i te wystarczą mi. - przytaknąłem. - Co dalej?

- Trochę przeskoczymy temat. System bękarcki. Ulokowaliśmy go w biznesie. I tu zaczyna się już prawdziwe kino . Elementy systemu bękarckiego znalazłem właśnie w policji. Tu masz - podał mi kilka kartek - pismo do Premiera Donalda Tuska oraz kopię tegoż pisma do pewnego ministra . Jest to skarga na pracę niektórych pracowników komendy policji. Co robi Kancelaria Premiera? Zdaję sobie sprawę, że Premier Tusk nie czyta wszystkich dokumentów i skarg. Przekazuje swoje kompetencję do właściwych działów Kancelarii. I co się dzieje z ową skargą? Oczywiście wędruje do Komendy Głównej, potem niżej itd. Odpowiada, zgadnij kto?

- Przełożony? - spytałem niepewnie.

- Nie, odpowiada oskarżony tyle, że ustami urzędnika szczebla wyższego. A jak odpowiada? Tu masz odpowiedź. Generalnie skarga to zwykła lipa a fakty przedstawione przez policjantów są podstawą do odrzucenia jej. Rozumiesz coś z tego? Urzędnik szczebla wyższego każe napisać odpowiedź policjantowi i potem kombinuje jak odrzucić skargę. Za nic ma samą skargę. Ważny jest „plecak”.

- Plecak, a to kto taki? - spytałem.

- Tak nazywają między sobą policjanci, tych, którzy są pod specjalną „opieką” przełożonych. - wyjaśnił.

Gdybym nie miał przed sobą owych dokumentów, byłbym pewien na 100 procent, że Pit po prostu zmyśla. To nie do wiary. Wypisz wymaluj biznesowy system bękarcki. Jednym słowem zamiatanie pod dywan i dyskredytowanie obywatela składającego skargę. To w najczystszej postaci zabijanie społeczeństwa obywatelskiego. Przedsionek państwa represyjnego.

- No dobrze, a gdzie tu politycy?- dociekałem.

- Kiedyś opowiadał mi policjant jak to zatrzymano 21-letniego człowieka, prowadzącego auto pod wpływem alkoholu. Zrobił policjantom  awanturę - „Co syn prezydenta może jeździć pijany, a ja nie mogę?”. Skąd ów młodzian wziął  przykład? Pijany poseł jeździ po torowisku. Inny znów, senator przekonuję blisko 40 milionów Polaków, oprócz małej grupki wiernych, że wynalazł nową metodę podawania tabletek do organizmu. A że jest podobna do wdychania narkotyków przez nos, to już nie jego wina. Prokurator i naród muszą się jeszcze dużo uczyć. Senatorowie wiedzą lepiej i więcej, szczególnie na temat nowoczesnych technik leczenia. Restauracja sejmowa też „owiana” jest alkoholem. I tak dalej.

I na to patrzy młodzież

- Możesz wychowywać dzieci jak najbardziej uczciwie i godnie. Co to daje, kiedy młodzież naocznie się przekonuję,
ile są warci, ci którzy są obdarzeni mandatem społecznym? Jak widzą ich pijanych, bezkarnych, zarozumiałych butnych. Co ma sądzić młody człowiek, kiedy widzi swojego idola, który ze sceny mówi, że „artystom wolno więcej”? A jemu nie wolno? Jak ma szanować kogoś, kto blokuje ruch na wąskiej ulicy i na stwierdzenie, że zostanie wezwana policja, odpowiada krótko - Ja jestem policjantem. - Pańskie imię i nazwisko w takim razie? - pyta ojciec siedzącej w aucie 10-letniej córki, która przysłuchuje się rozmowie. A ów policjant krótko odpowiada - DUPA. Czy owa młoda dziewczyna ma mieć szacunek dla policji? Ona także widzi bezsensowność złożonych skarg na owego „policjanta”.

Młodzi ludzie „zbierają” nasiona owego bękarckiego systemu. Są dokształcani przez tych, co winni być wzorem. Widzą bezradność swoich okradzionych rodziców. Codziennie jest świadkiem naruszania prawa … przez samych stróżów i osób powołanych do zapewnienia bezpieczeństwa. Potem są już żniwa.  Pobicia, czasem morderstwo. Jak można mieć szacunek do Policji, skoro policjant, który ma dość „plecaków” czy „bękartów” u siebie i składając skargę w imię Konstytucji i z poczucia obowiązku, staje się sam ofiarą i oskarżonym? Czym jest w takim razie Kodeks Etyczny Policji? Pośmiewiskiem?

Podał mi ów Kodeks. Czy któryś z policjantów miał go kiedyś ręce? A może przeczytał? Zadumałem się. Patrzyłem na kartki fikcyjnej etyki polskiej policji.

- Paul, wybacz, lecz lekceważenie zachowań czy metod pracy Policji w Polsce przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Premiera Donalda Tuska, posłów, senatorów, wszystkich tych co mają bezpośrednią czynność do ustanawiania prawa w postaci ustaw, ja odbieram jako wielką przychylność i zachętę m.in. do mordowania policjantów. Brak reakcji na skargi, uchylanie się od odpowiedzialności, utrzymywanie elementów systemu bękarckiego i nic nie robienie oprócz medialnego szumu to daje tylko jedno - podstawę, że mamy taką a nie inną opinię o policji. Stąd już niedaleko do agresji wobec policjantów.

To wyżej wymienieni są odpowiedzialni za stworzenie takich a nie innych warunków, w których zabicie policjanta
zaczyna w pewnych kręgach być zaszczytem. To chore.

- Gdyby był inny system. Ćpałeś - wypad z polityki. Piłeś - zakaz wstępu do pracy w Sejmie czy Senacie. Ukradłeś - identycznie. Koniec z fałszywym immunitetem. Byłoby dobrze.  A jak jest? „Plecaki”, „ręka rękę myje”, „ty mnie a ja potem tobie”, „my musimy być solidarni zawodowo” itd., - to jest obraz policji społeczeństwie polskim. Jak czytam na jakimś forum głos „nibypolicjanta”, który odgraża się, że jak się stanie komuś krzywda to i tak przyjdziemy do nich i będziemy prosić o pomoc, to szlag mnie trafia. To bękarckie pomysły. To pomiot. Opanowali cały kraj. O ile starsi ludzie jeszcze trzymają ręce przy sobie lub po prostu machają na takie durnowate zachowania policjantów, to młodzi ludzie już nie. Oni nie potrafią się często zatrzymać.

- Gdyby widok policjanta napawał mnie zaufaniem do niego, gdybym wiedział, że policjant to ten, który mi pomoże, szybko złapie złodzieja, pozwoli odzyskać moją własność, nie będzie fałszował akt, dokumentów, nie tworzył fikcji, grzecznie podawał swoje dane, pomagał na osiedlach mieszkańcom w utrzymaniu bezpieczeństwa i porządku to zapewniam Ciebie Paul, że ŻADEN policjant nawet nie zostałby draśnięty lub obrażony przez kogokolwiek z młodych czy starszych ludzi.

- Spójrz na sprawę Olewnika, to już jest ponad osiem lat. I co? My wszyscy mamy wrażenie, że dochodzenie prowadzi Rodzina Olewników! To jest normalne? A co robią posłowie? Palikot szuka po szufladach pistoletu i penisa. Publicznie pije alkohol i zaprasza telewizję. Tusk i Kaczyński zamiast dbać razem o Polskę i jej przyszłość, na oczach kilkunastu milionów młodych ludzi pokazuje jak należy w „dziki” sposób rządzić krajem.

- Policjant z reguły nie ma szacunku, gdyż sama Policja nie szanuje społeczeństwa. Włącz telewizję, radio, co dzień jakieś „dziwaczne” skandale z udziałem policji. I ta arogancja. W Polsce Policja musi zrozumieć jedno - ONI NIE MAJĄ WŁADZY!. Są od zapewnienia porządku i bezpieczeństwa. Tak stanowi ustawa. A jak się zachowują? Mają władze. Słowo „przepraszam” zostało wykreślone na zawsze z ich słownictwa.

- Czyja to wina? Prezydenta, Premiera i całej reszty mającej wpływ na to. Utrzymaniem elementów systemu bękarckiego zajmuje się głównie wyższy i średni szczebel. Ich należy wymienić. Podziękować i do widzenia. Muszą przyjść, ci co chcą być prawdziwymi policjantami. A jak obecnie? Znam byłego policjanta, który był świetny, przyszła podwyżka dostał … 10 złotych(?) a naczelnik „fabryki umorzeń” 200 zł. Odszedł. Gdy odszedł, wielu policjantów mi mówiło, to był naprawdę świetny dochodzeniowiec. Co teraz robi? Może pasie świnie jak onegdaj Karpiński. Szkoda. Nie pasował jednak komendantowi do jego wizji. Naczelnik tak, reszta także. Może pamiętasz słynną sprawę tzw. trzech muszkieterów z prokuratury? Podobna rzecz.

- Chciałbym dożyć w tym kraju chwili, iż kiedy zobaczę policjanta będę zadowolony z jego obecności. I każdemu policjantowi to mówię. "Chcę żeby każdy z Was był szanowany, kiedy idziecie ulicą ludzie będą Wam się kłaniać się, uśmiechać, czasem ktoś zagada. Nie wyrażam jednak zgody na to, aby w policji za moje pieniądze pracowały tylko „sztuki”, które mają chęć na szybką emeryturę. Oni muszą odejść a środki finansowe za nich, mają trafić do prawdziwych i rzetelnych."

- Pisanie skarg to nie zemsta za złe dzieciństwo czy akt wrogości przeciw policji czy policjantowi. To z reguły wielka chęć wyeliminowania systemu bękarckiego i samych bękartów z szeregów Policji. To tęsknota za prawdziwą, rzetelną, uczciwą Policją. Przez duże „P”. Jeśli tego nie rozumie sam Premier, minister to jestem święcie przekonany, że jutro znów ktoś zginie. I nie mów mi, że winni są ci co stoją na przystanku…

październik 2009


















.
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org