Co kilka lat w jakimś państwie odbywa się dziwna fiesta. Nie mylić, choć skojarzenie jakoś tak samoistnie się nasuwa, z Fiesta de Las Fallas, czyli pogańskim karnawałem.

W Polsce owe Święto Ognia można porównać, chociażby symbolicznie do słowa „wybory".

Akurat na rok przed końcem świata (ponoć grudzień 2012), Prezydent zarządził wybory do parlamentu i nieco wyżej.

I jak co kilka lat mieszkańcy Kraju Środka Europy mają okazję do swoistej "zabawy" o swoje przyszłe życie.

Ponoć demokracja ma swoje prawa i każdy obywatel ma obowiązek rzucić swój "kamyczek szczęścia" do kosza wyborczego.

W Polsce jak wiadomo jest "demokracja", przynajmniej tak wielu mówi i piszę. Co bardziej uświadomiona część obywateli dodaje z przekąsem, że jest tyle, że "ułomna".

Z tym o dziwo zgadza się reszta świata. Nawet pingwiny z Madagaskaru. Dlatego też zwiedzają świat omijając Polskę z daleka.

Na kilka tygodni przed "fiestą" nagle na scenie wszystkich mediów, na ulicach, skwerach, w szkołach, firmach, płotach murowanych i tych prowizorycznych, bramach, nawet w szaletach miejskich i wszędzie tam, gdzie wzrok zwykłego Polaka sięga pokazują się... ONI.

Ładne buzie, gdzie nie gdzie ulizane, z retuszem, z marsowym czołem, z uśmiechem rodzaju "Można Lizać", w pozach nietypowych i typowych.

Obok ich napisy w rodzaju "A ‘m best", 'POdaj dalej", "PiStacja lodowa z Arktyki", "Kochaj Popiela - kot pomoże" i wiele tak niesamowitych napisów, że światowy szlagier "Moc jest z wami" po prostu wysiada.

Skąd są? Skąd przybywają?

Pierwsza grupka "fiakierów" jest znana. Skąd? Z poprzednich kadencji. Czy mają się, czym pochwalić?

Tu jak kraj szeroki i długi, czyli mniej więcej "kwadratowy" najlepiej się przekonać o ich dokonaniach nie słuchając ich "wypocin" medialnych, lecz ruszyć w kraj.

Autostrady, oczywiście tematu nawet nie zaczynamy. Chcemy dożyć grudnia 2012 roku.

PKP - to już po prostu "tradycja narodowa" pod względem umysłowym zarządzających. Pomnik postawić.

Emeryci, renciści - od lat część uczciwie dojona przez lata poprzednie nadal jest po prostu dojona. Czasem się zastanawiamy, z czego?

Płace. Tu ewenement na skale światową. Z pośród blisko 20 milionów pracujących "ludków" wybrano najlepiej zarabiających w ilości 5 milionów i oświadczono wszem i wobec, że to średnia krajowa obywatela Polski. Tak równać.

I tak od lat.

Czy wybrać, więc owych "fiakierów" ponownie? Chcemy żyć w "tradycji ubóstwa umysłowego i technologicznego"?

Następna grupa "flusiów" to osobnicy z drugiego szeregu. Niby znani a nie.

Czy wybrać ich za zasługi i czyny? A zna ich ktoś dokonania?

"Złoto jest milczeniem".

Ostatnia grupka do "wyboru" to osoby pochodzące z "magicznej galerii" (nie mylić z tzw. "galeriankami”), czyli nie wiadomo skąd przybywają, gdzie bywali, co robili.

Wiadomo tylko, że napis na plakacie czy ulotce głosi, że "warto". To, że "warto" jest powtarzane, co kilka lat, twarze się zmieniają i nazwiska.

W całej tej "garnkotłukni" brakuje nam jednej grupki ludzi. Według nas bardzo istotnej.

Niestety, nie ma ich już. Wymarli, wytępieni, a garstka pozostałych jest odizolowana od wszystkich, żyją w małych enklawach w miejscach tylko im znanych.

Nie znajdziecie ich już na plakatach, ulotkach, w telewizji, w prasie ogólnokrajowej i lokalnej. Mimo uporu nie spotkacie ich w urzędach, co ważniejszych, na poczcie, u lekarza, w szkole, w przedsiębiorstwach państwowych i prywatnych, ani w sądach czy na posterunku obok.

Nawet wędrówki po pubach czy restauracjach czy poczekalniach dworcowych okażą się zmarnowanym czasem.

O kim mowa Wyborco 2011?

O ludziach uczciwych, prawych, rzetelnych na umyśle i w czynach. O tych, co to przekładają najnowszy model auta na swój umysł i czyste ręce.

Czy jest tak naprawdę? Rzeczywiście ich nie ma?

Nie ma. Po prostu skończyli się.

W obecnych czasach "kantokracji" nikt z obecnych wodzów partyjnych wraz swoim zapleczem nie widzi sensu istnienia tego gatunku ludzi. Po prostu nie przewidują tego żadne scenariusze wyborcze i "umysły partyjnowładzowskie".

W enklawach tych, z dala od odmiennych ognisk domowych, starszyzna przekazuje swoim pociechom powtarzaną od wieków legendę. Legendę o tradycji etyki i moralności. O demokracji.

W jednym fragmentów znajdujemy tekst:

"... W dawnych czasach "słowo" w ustach człowieka miało niesamowity smak i zapach. Kiedy jeden człowiek obiecał słownie coś drugiemu to choćby paliło się i waliło, dotrzymywał słowa. Nikt nie rzucał swoich "słów" przed wieprze ani z wiatrem.
"Słowo" to odbicie człowieka, jego prawdziwej duszy, serca, przekonań autentycznych. O człowieku świadczyło jego "słowo". I za tym szedł czyn prawy.
Nie było miejsca na ziemi dla tych, co z "ust swoich plują kałem". Oni musieli szukać innego miejsca, poza nami....
Tak było kiedyś, dawno, a może nie tak dawno....."

A jak jest teraz?

W dniu 10 października 2011 roku i później z wielu ust usłyszymy: "obiecanki cacanki", "gdzie były gały, gdy wybierały", "Co mi zrobisz? Obietnice wyborcze nie podlegają żadnemu wymiarowi sprawiedliwości i prawu!", "Panie, przecież k.... nic się nie stało!", "Polska to dziki kraj".... i tak dalej.

Co można poradzić?

Wybory to sprawa indywidulana każdego wolnego człowieka. Czy ma pójść czy nie?

To jego wybór i co zrobi musi każdy inny uszanować.

Całkowitym nieporozumieniem są słowa wielu "dziwnych" ludzi, że musisz iść na wybory......

Całkowitym nieporozumieniem są słowa wielu "dziwnych" ludzi, że musisz iść na wybory. Bez względu na to, kto jest na listach wyborczych.

To poniżanie już ich tak "niskopiennej demokracji" w Polsce i wolnych ludzi. Tak czynią ludzie pozbawieni wyobraźni, szacunku dla innych i chyba chorzy na władzę. Widać braki w wiedzy o podstawach państwa demokratycznego.

Poprosiliśmy przyjaciela mieszkające w Polsce o odpowiedź - czy idzie na wybory.

"- Nie. Nie idę na wybory. Z prostej przyczyny, nie widzę żadnego godnego człowieka mojego głosu. Irytuje mnie Prezydent Komorowski, Owsiak, jacyś artyści i jakaś nieokreślona grupa pracodawców namawiających do pójścia do urn. Tekst typu "idziesz nie dla siebie a dla Polski" wzbudza we mnie odrazę.
To właśnie dla dobra Polski nie będę głosował na ludzi, którzy już byli u władzy.

Co zrobili, jakie mają umiejętności to nawet wy to z daleka widzicie. A żałujcie, ze tego nie widzicie z bliska jak ja. Szlag by was trafił.

Co się tyczy tych, co wyskoczyli jak króliki z magicznego kapelusza w ostatniej chwili, piorun wie skąd, to mi rozum podpowiada, żeby ich pożegnać już teraz. Co może mi zaoferować przedsiębiorca skoro płace w wielu polskich firmach to obraz nędzy i rozpaczy. A prawie każdy przetarg to nadaje się do CBA. Lekarz? Dziękuje. Jakiś urzędnik? No to mi dowaliło życie. Profesor? Profesorów to ja znam, lecz mieszkają tysiące kilometrów stąd. Co potrafi osobnik po studiach w Polsce? Jakiś związkowiec? Wałęsa pokazał, co znaczy "związkowiec".

PO, PiS, SLD byli już u władzy. Co pokazali to widać. Palikot? Zawsze mi się będzie kojarzył jak można połączyć "przyjaźne państwo"  z penisem i pistoletem. Ziobro? Musi pożyć jeszcze 20 lat, aby dojrzeć i zrozumieć pewne sprawy. Niesiołowski? Dosyć mam karwackiego języka. I tak dalej.

Poza tym jest jeszcze jedna rzecz. Są bezkarni w mowie. Co to za człowiek, który z "gęby robi cholewę"? Ja mam go szanować, wybierać? Stawiam jeden warunek - niech każdy z tych kandydatów na posła podpiszę z wyborcami umowę na piśmie. Niech napisze czarno na białym, że zrobi to czy tamto. A na końcu tej umowy kilka paragrafów dotyczących odpowiedzialności karnej, cywilnej, wysokość odszkodowania itd. Jak sknoci to ja idę z tym do sądu a potem do najgorszego komornika w Europie Środkowej. Pokażcie mi, kto to podpisze? Nikt, natychmiast pościągają wszelkie plakaty, usuną reklamy wyborcze itd. Pochowają się po mysich dziurach a myszy wyeksmitują na pola.

Co to za wybory, gdzie ja nic nie mogę zrobić z politycznym oszustem? Nie wybiorę go za cztery lata? Kpina, przecież on w ciągu tych lat dorobi się takiego majątku, że tysiące ludzi musi pół życia harować. Mało tego, on ustawi się na następne kilkanaście lat a przy okazji ma wysoką emeryturę, o której miliony może tylko pomarzyć.
Jeśli oni namawiają innych do pójścia na wybory, mam prawo i pełnym sumieniem namawiać innych. Nie idźcie na wybory, jeśli tam nie ma uczciwego i porządnego. Sprawdźcie ich czy są warci waszych głosów. Czy znów was nie wystrychną na dudka...."

No cóż, co kraj to obyczaj. Każdy ma swoje zdanie i wolną wolę.

I na zakończenie coś od uczciwych, z innego świata.

"....Widzicie dzieci, na dniu wyborów nie kończył się czas. Już następnego dnia zaczynaliśmy bardzo ciężką pracę. Polegała ona na pilnowaniu tych, co dostali od nas najwyższy mandat. Kiedy któryś z nich zszedł ścieżki prawdy i uczciwości natychmiast pisaliśmy skargi. Nieważne, kto to robił. Był to czasem nas sąsiad, znajomy, często nieznany nam człowiek a naszym zadaniem było popieranie jego I robiliśmy to na różne sposoby. Organizowaliśmy się w różne grupy, stowarzyszenia, kluby, pisaliśmy listy, petycje, skarżyliśmy do sądów. Szukaliśmy sprzymierzeńców wśród "godnych", którzy zawsze nam pomagali.

Nie byliśmy bierni poza dniem wyborów.

Dla nas każdy dzień po wyborach był dniem wyborów. Walczyliśmy oto, by nie być "pustostanem w swoim państwie"......."

Może warto zapamiętać te słowa i naukę z pochowanych gdzieś w "dziczy współczesnego świata” enklaw uczciwości i prawości.

A może warto pójść dalej? Pójść w ślady tych ludzi i już po dniu wyborów zacząć pilnie patrzeć na ręce przyszłych posłów. Zacząć walkę o uczciwość, prawość, rzetelność. Wydać wojnę patologii prawa i urzędników, wielu posłom czy politykom, oszukujących przedsiębiorców, mało wiarygodnych związkowców różnych branż i innym, którzy Polskę traktują jak zdobycz kolonialną. Nie jak swój kraj i Ojczyznę.


"....w małym domku na przedmieściach, na piętrze zasypiają milusińskie sześciolatki. Marzą.
- Aniu - cicho odezwał się Bartuś.
- Tak.
- Obiecaj mi, że zawsze będziemy żyli w świecie prawdy i uczciwości. Nawet, gdy za oknami będą źli ludzie okłamujących nas na każdym kroku. Ta Legenda o Tradycji Demokracji jest piękna. To musi być ślicznie tak żyć wśród ludzi, którzy nie kłamią. Mówią prawdę i czynią prawdę.
- Tak, Bartuś. Też chce żyć w takim świecie. Tata i Mama nigdy nas nie okłamują. I za to ich kocham.
- Ja też. Bardzo ich kocham..."


red. Miguel R.
Paul Lomax

fiakier - niem. dorożkarz







.
Bal szyderców
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org