List do Pani G.
Tylko do 20... Sorry, nie było mnie jakiś czas. No cóż, w innych krajach chcą się uczyć aby jutro ich miasto czy kraj było lepsze. W Polsce prawie wszyscy już "dochtory". Cenne uwagi. Odniosę się do kilku punktów.
Pierwsza rzecz to forma dyskusji i jak określono "jad czy zło lub też wyrzucanie żółci itd.".
Otóż Droga Pani ( tak sądzę) z tym problemem spotykamy się od ponad 20 lat. Zawsze jest problem z dotarciem do kadry zarządzającej czy osób szkolonych. Nie ma reguły. Każdy człowiek jest inny. Wracając do Leszna, jest jeden szkopuł.
Jak dotrzeć do osób takich jak radny czy urzędnik na stanowisku kierowniczym, którzy z góry zakładają, że są nieomylni?
Tu w Lesznie to niebywały problem. Poza jedną osobą z Rady nie ma w niej osób do których przemawia język "kultury". Proszę spróbować. Owszem jest miło i przyjemnie, jednak na dłuższą metę to rozmowa z tymi osobami to zwykła strata czasu. Oni i tak zrobią jak widzą swój świat. Oni nie mają pojęcia, że można żyć inaczej.
Borowiak w swym artykule stwierdza - "opinię mieszkańców". Przecież to żart. Z iloma może rozmawiać? Przecież ponad 80 % mieszkańców ma problem z rozpoznaniem jego na ulicy! Zadziwia mnie stwierdzenie, że wszyscy mieszkańcy są za marketami. Ma dowody na to? Internet?
Proszę wybaczyć, lecz ilu mieszkańców Leszna korzysta z internetu w sposób efektywny?  60 000? To nierealne.
Ilu wyraża swoją opinię? 30 000? Proszę zajrzeć na wszystkie leszczyńskie portale - ile osób wyrażą swoje opinię? Nie wiem czy znajdzie Pani liczbę 200.
A tu Borowiak serwuje wiarygodna opinię, że wszyscy są za. To jakaś chorobliwa  mitomania.
Cytat: "Mam ogromną nadzieję, że niektórzy decydenci wreszcie zrozumieją, że liczą się naprawdę głosy większości mieszkańców tego miasta. A Ci dość wyraźnie już przedstawili swoje opinie. Pokazują to przeprowadzone badania, wypowiedzi na forach, w prasie lokalnej: Chcemy kupować w wielkopowierzchniowych obiektach handlowych, które powinny znaleźć dla siebie lokalizację także w naszym mieście!!!"
Dla mnie to Borowiak opanował sztukę demagogii i kłamstwa. Ta retoryka przypomina mi pewnego pana z połowy ubiegłego wieku.
Jakie badania? Jakoś mnie i moich znajomych nikt o to nie pytał! Ja nie bronię Borowiakowi i innym budować marketów. Tylko niech nie wciska mi kitu, że zdecydowana większość mieszkańców Leszna jest za, skoro nawet w ubiegłorocznych wyborach nie było 100 % frekwencji. I nie było tak, że jeden kandydat zebrał wszystkich biorących udział.

Wróćmy do punktu wyjścia. Jak dotrzeć do Borowiaka i innych, że można robić coś inaczej? Nowocześnie i w sposób nowatorski. Jeśli "kultura" nie - to może "jad"? A może siłą? Zastraszać? Szantażować? Zawsze mamy dylematy, jak dotrzeć do "rozumu" drugiego człowieka. Z tym w Polsce mam poważny problem. Co nie znaczy, że jest to na każdym kroku.
Z reguły dotyczy to znacznej części urzędników, ( o samorządowcach to raczej nie będę wspominał, tu panuje już całkowite zamieszanie ) i innych dosyć istotnych dla kraju osób.
Generalną zasadą przyjętą przez zdecydowaną - oceniam to na 98 % - polityków jest całkowite nie reagowanie i olewanie demokracji i głosów mieszkańców danej "doliny".

W Polsce nie spotkałem polityka, do którego mam zaufanie i wiem, że to osoba zasługująca na szacunek.
Nawet ci młodzi po krótkim czasie dostają "małpiego rozumu".
Dlaczego się bulwersuję? Otóż to. Na nieszczęście swoje mam okazję dosyć często spotykać się ludźmi, którzy potrafią nie tylko słuchać, lecz także potrafią otwierać swój rozum na otaczający świat czyli tzw. otwarte umysły.
Proszę mi wierzyć, że nie sikają na sufit, jedzą też widelcem, też się myją. Może tylko używają innego języka i mają inne klimaty lub mentalność, tradycję czy kulturę społeczną. Czasem jest to inny kolor skóry.
Zadziwia mnie zawsze to, że słuchają bez "charkania" a potem ze zdziwieniem patrzę jak realizują własne, często zaskakujące pomysły. I oto chodzi.

Opowiem Pani pewną historię. Otóż przypadł mi udział w zorganizowaniu szkolenia dla przyszłych menadżerów w zakresie wymiany poglądów, tzw. burza mózgów. Zostały przygotowane dwie sale. Pierwsza sala to eleganckie biurka, stół, wystrój współczesnej sali konferencyjnej, druga to raczej skromne pomieszczenie z dużą ilością dosyć oryginalnych gadżetów. W pierwszej sali "rzucono" tematy i rozpoczęła się dyskusja. Było super czyli pełna kultura, wymiana poglądów, spokojne głosy, wypunktowano pomysły. Czyli tak jak życzy sobie wielu. Później była jeszcze analiza itd. Na drugi dzień poproszono całe towarzystwo na drugą część sesji. Jakie było zdziwienie elegancko ubranych osób, kiedy zabrakło krzeseł dla wszystkich, nie pozwolono im wyjść i przynieść z innych pomieszczeń, brakowało notatników, kawy w filiżankach, zamiast tego stały trzy mocno podstarzałe automaty itd. Warunki dosyć "skandaliczne". Początek był owszem taki sobie. Próba wymiany poglądów jak dzień wcześniej. Poprosiłem jednak aby zrzucili z siebie ową warstwę "sztucznej inteligencji" i zaczęli zachowywać się normalnie. No i zaczęło się....cała dyskusja momentami była gorąca, aż za gorąca, fruwały plastikowe kubki, czasem ktoś na kogoś wylał kawę, pisano po ścianach itd... tyle skrótu.
Było to chyba najbardziej "urocze" spotkanie. Pominę całą resztę związane z tym spotkaniem, ważny jest jeden wniosek.
Otóż znaleziono podczas tej sesji na ten sam temat, co dzień wcześniej, gdzie udało sie znaleźć 30 rozwiązań, w tym dniu sięgnięto w tym samym czasie do 168 wzorów analitycznych!
Różnica kolosalna, jak Pani widzi.
Czy można to zastosować do tutejszej rady? I tu jest "sęk" lub też "pogrzebany pies".

Można, pod jednym warunkiem - muszą to być osoby o pewnych cechach. Jeśli ich nie posiadają to należy szukać sposobów dotarcia do nich.
Znaczna część radnych to w mojej ocenie "zlepek różnych ludzi", czasem ma wrażenie, że wyjątkowo przypadkowych, nie profesjonalnych, z fałszywymi ambicjami, dbających tylko o siebie i swoje grono znajomych.
Pomijam już sam fakt, że jest ich stanowczo za dużo. Znam o wiele większe miasta, gdzie ilość radnych to jedna ręka. Żaden z  nich nie odważyłby się na tekst typu " zdecydowana większość", gdyż na drugi dzień zapewne miałby na karku całą "zgraję" z żądaniem przedstawienia dowodów.
Zgadzam sie z Panią, że radny ma obowiązek się pytać mieszkańców. Każda forma kontaktu jest istotna. Radny jednak nie może kłamać, gdyż tym ubliża nie tylko swoim wyborcom. Także prawu. Są zasady etyki. Prawo zwyczajowe. Jeśli ktoś je łamię nie może liczyć w przyszłości na pobłażliwość. No chyba, że mu to wszystko "zwisa" i tak naprawdę to potrzebuje "picu" dla swoich pomysłów.
Jest jedno "ale", wszystko ma swój koniec. Kadencja także. Poza tym nie można bez ograniczeń szaleć na koszt podatnika. Czasy się zmieniają, w tym prokuratorzy też. I przyniesie ktoś rachunek.
Czy wyrzucam jakieś zło z siebie? Nie, tak naprawdę to jest mi obojętny los tutejszego prezydenta i radnych. Nie interesują mnie w jakiś szczególny sposób nazwiska tutejszych urzędników czy polityków. Ci to mnie już w przekonaniu, że "nie ważna płeć, ważne są uczucia".

Rażą mnie dwie rzeczy - nieuczciwość i oszustwa w stosunku do uczciwych, rzetelnych ludzi.
Razi mnie fakt, że czynią to nie z własnych środków, lecz z cudzych, zbyt często sięgają do kieszeni ludzi o raczej skromnych zarobkach, do ludzi schorowanych, starszych, oszukują młodzież, budują własne "folwarki".

Dla tych osób nie mam szacunku i nigdy nie będę miał. Do pozostałych Pani pomysłów odniosę sie nieco później. Są warte dyskusji.




.Powyższy tekst był nam nieznany przez długi czas. Po usilnych  staraniach otrzymaliśmy kilka informacji. Do kogo był adresowany, kiedy i dlaczego powstał. Bardzo interesujący email do dziennikarza pewnego magazynu dla biznesu, szkoda, że nie istniejącego już. Była to ciekawa pozycja na polskim "pustkowiu medialnym".



..
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org