Muł bagienny w Polsce
„- Ktoś kiedyś powiedział, że Polska jest daleko z tyłu za innymi krajami. Inny stwierdził, że to Trzeci Świat. W następnej dekadzie pewien mądry (zapewne) rodak określił, że Polacy są daleko za murzynami. Aby było śmiesznie, jeszcze inny z ironicznym uśmiechem na ustach, rzekł - Polska jest daleko w lesie.

A ja wam mówię, że Polacy w zdecydowanej większości stoją gdzieś w szerokim polu, przed bezkresną połacią nieużytku, na którym dopiero wyrośnie las, do którego Polacy może kiedyś wejdą.


Tak ja widzę Polskę. Jej rząd, polityków, wielu urzędników, samorządowców. Patrzę przez pryzmat metod zarządzania i korzystania z władzy.

W Polsce władza to nie zarządzanie, lecz sposób na zbicie majątku i przy okazji nieźle się zabawić.
Gdy patrzę na zeznania majątkowe wielu radnych, polityków, prezydentów miast, "szefów" miasteczek i wsi i porównuję ich z wcześniejszym dorobkiem, to nasuwa się tylko jedno stwierdzenie - władza to świetny biznes połączony z rozrywką.

Jak to możliwe, że „ów” osobnik nim został „wybrany”, (za pieniądze, często niewiadomego pochodzenia) był zwykłym przeciętnym osobnikiem, o niskim majątku, a po wyborach, stał się „genialnym” pasterzem innych?

Z chwilą „wybrania” (absolutnie nie mylić wyborów w Polsce z demokracją), jego majątek zaczyna gwałtownie rosnąć.
Po roku już ma tzw. przebitkę swojego majątku dziesięciokrotną. Po czterech latach już nawet on sam tego nie liczy. Jeden z drugim zaczyna się gubić w swoich zeznaniach majątkowych.

Co rusz, ktoś zapomina coś wpisać. A to zegarek za kilkadziesiąt tysięcy. To znów samochód, jakiś kredyt, działkę na Mazurach. Niektórzy „mają blade pojęcie”, że wynajmują jakieś mieszkania w prestiżowych dzielnicach stolicy i innych miast. I tak dalej.

Ich wcześniej w niezbyt zasobne w środki finansowe rodziny, bliscy znajomi powoli stają się biznesowymi klanami na mapie Polski.


Nagle dowiaduję się, że ten tzw. „muł bagienny”, czyli typowy dla polskiego krajobrazu nierozgarnięty umysłowo człek, za to wyszczekany i posiadający dar przekonywania frajerów i zgorzkniałych psychicznie „wyborców”, staję się „rekinem polskiego biznesu i samorządu czy administracji”.


Jak to możliwe, że mimo skończonych studiów, przez dziesięć lat prowadzenia biznesu - wyjątkowo nieudolnie lub pracy w jakieś firmie, gdzie niczym się szczególnym nie wyróżniał, ów „muł bagienny” zostaje nagle „guru” biznesu i wyrocznią polityczną lokalnej społeczności czy całego narodu polskiego? Ba, zostaje nawet wyjątkowo „pieszczony” przez media.

Dlaczego tak się dzieje?

Jest prosta przyczyna. Polacy nie są wcale w lesie. Oni dopiero stoją przed ugorem, na którym ma dopiero w przyszłości wyrosnąć las.

Stoją tak od lat i mają nadzieję, że któregoś dnia na tym ugorze wyrośnie las. A oni tam wejdą i rozpoczną marsz ku cywilizacji. Potem już blisko. Wyjście z ciemnego lasu i już znajdą się w promieniach słonecznych, promieniach rozwoju.

Mają nadzieję.
Czy spełnią się Polaków owe nadzieję?
Wątpię, i to bardzo.
Na tym szczególnym ugorze nic w najbliższym czasie nie rośnie. Polacy stoją nie w tym miejscu. Tu nigdy nie wyrośnie las.
Dlaczego?

Co rusz przed szereg Polaków wychodzi jakiś „muł bagienny” i zamiast zadbać o ten ugór, z góry „olewa” go swoim moczem.
A jak wiadomo, "mocz" bardzo źle działa na każdą glebę.

Prawie wszyscy politycy i samorządowcy po miesiącu sprawowania takiej czy innej władzy, „olewają” już nie tylko tych, co ich wybierali, lecz wszystkich.

I tak podtrzymuje się ugór.

Najważniejsza rzeczą dla wszystkich, tych z czoła, staje się kasa. Majętność. A za tym idzie władza. A władza to ciąg dalszy wzrostu majętności. Jak widać „mocz muła bagiennego” to dla wielu świetny biznes, przy okazji doskonała zabawa.

Tylko nie dla Polski. Nie dla milionów uczciwych rodaków.

Co jakiś czas, zniecierpliwiony rodak z dalszych szeregów ucieka za granicę. I zaskoczenie. Tam nawet nie musi wychodzić z lasu, aby znaleźć się w promieniach rozwoju.


Co roku Polskę opuszcza kilkadziesiąt tysięcy Polaków, zbyt wielu z nich, nie wróci tu już nigdy. No, może na kilka chwil przed śmiercią. Nie ma to jak umrzeć na własnych śmieciach.


Nikt nie liczy już ilu rodaków, co roku wyjeżdża na sezonową pracę do Niemiec, Francji, Belgii, Anglii i Bóg raczy wiedzieć, gdzie jeszcze. Według różnych źródeł to rząd kilkuset tysięcy.
Tam potrafią zarobić w trzy miesiące tyle, ile przez rok czy półtora w „mułopodobnych firmach” w Polsce. W Polsce nie ma klimatu dla firm uczciwych. Są za to niezwykle sprzyjające warunku dla biznesu przestępczego, zbyt często powiązanego z „mułami bagiennymi”. Owe warunki to „mocz muła bagiennego”.

Niskie płace, prymitywna kondycja techniczna w zastraszającej liczbie przedsiębiorstw, nieudolne zarządzanie, arogancja i cwaniactwo właścicieli - typowy obraz „mułobiznesu”.

Dorzućmy do tego jeszcze administrację samorządową oraz państwową. „Olewającą” każdego normalnego Polaka. Praktycznie we wszystkich obszarach życia

Czy jest na to sposób?

Tak. Zadbać o ugór, przed którymi stoi wielu dorosłych Polaków. Za nimi stoją ich następcy, młodzież. Oni uważnie patrzą na swoich rodziców.

Jak zadbać?

Szalenie prosto. Odsunąć z pierwszych szeregów „muły bagienne” wraz z ich śmierdzącym potwornie „moczem”. Chwycić za frak, siłą wyrzucić na tyły kolejki. Nie dać się omamić ich „pięknym” słówkom. Nie mieć dla nich litości, gdyż jak oni pokazują, nie mają jej dla swoich rodaków, w tym wyborców.

Potrafią tylko doić pobratymców, spijać nektar z ich ciężkiej pracy i wydalać „mocz” na ugór.
Aby na nim nie wyrósł las. Las to ich klęska.
Jest pytanie.
- Czy stać na to miliony Polaków?
- Sądzę, że jeszcze długo będzie ich stać na utrzymywanie „mułów bagiennych”. Jak długo? Może do końca świata i sto lat dłużej….”
Komentarz.

Z słowem „muł bagienny” spotkaliśmy się w trakcie rozmowy w Polsce z młodym Polakiem. Ówcześnie pracownikiem jednej z firm budowlanych. Określenie to padło z jego ust w stosunku do osoby na stanowisku kierowniczym, po studiach. Po roku spotkaliśmy się w Anglii. Pracował, uczył się języka. Namawialiśmy go na większy rozwój w siebie, w inwestowanie. Dosyć sceptycznie
podchodził do tego. W ubiegłym roku, pod koniec, ponownie się spotkaliśmy. Daleko stąd. Powoli i systematycznie dążył do jednego - własnej firmy. Miał już pojedyncze zlecenia na cyklinowanie podłóg. Nie musiał kłaniać się w pas urzędnikom, czekać na jakieś zezwolenia czy decyzję. W dziesięć minut otworzył firmę, dokonał opłaty i … ruszył w świat. Kiedy opowiadał nam, jak tutejsi urzędnicy mu „dokuczają”, nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Nie mógł zrozumieć, że urzędnik mu pomaga w prowadzeniu własnego biznesu.
A nie jak w Polsce, przeszkadza i nie tylko.


„Jestem urzędnikiem stanowym. Moja pensja zależy od twojej pracy. Kiedy ty się rozwijasz, firma się rozwija, to płacisz większe podatki. A stąd już prosta droga do wielkości mojej pensji. Ponadto zatrudniasz bezrobotnych, a to powoduje, że kraj ma więcej pieniędzy. Tu proszę dokument, przejrzyj go. Tam znajdziesz informację jak brać udział w SBA. Warto. Są tam prace zlecone przez Kongres i każdy może brać udział.

- Ale ja tu widzę przetargi!
- To na szczeblu federalnym. Tylko mała część. Pozostała jest wolna od przetargów. Wystarczy tylko spełnić warunki opisane.”
Nie mógł uwierzyć. Brak przetargów? Może brać udział w rządowych czy stanowych projektach?
Zdziwiła go też pewna „natarczywość” urzędnika. On go zachęcał do większej, lepszej pracy. Horror.
Z SBA warto zapoznać się, gdyż warto spojrzeć jakimi sposobami wiele krajów nie tylko wspiera, lecz szanuje małe firmy.
Na nasze pytanie o „mułach bagiennych”, uśmiechnął się.
„Chciałbym zapomnieć. I jeszcze jedno - nigdy nie wrócić w takie miejsce. Teraz wiem, że żyję…”

Jak poznać „muła bagiennego”?


Dosyć prosto. Zeznania majątkowe, już po roku wyraźnie widać, kto kim jest. Następnie przyjrzeć się jak zarządza. Nieudolnie, arogancko, chamsko, jeśli do tego dodamy słowo „kiepsko”, to już go mamy. W jakim otoczeniu się porusza?
Partyjne koleżeństwo, grupy przestępcze, układy z lokalnymi przedsiębiorcami czy urzędnikami. To typowe dla nich obszary.

I ostatnia rzecz. Uczciwość. Patrzmy na ręce, nie na usta. Jak to mawiają w Polsce - „ta krowa, co dużo ryczy, mało mleka daje”.
Jak dojść do odsunięcia „mułów bagiennych” od ugoru, znajdującego się przed Polakami?

Tu należy włożyć nieco wysiłku. Omijać z daleka, nie promować i nie uczestniczyć w ich życiu politycznym czy gospodarczym. Unikać wyborów, w których startują tylko i wyłącznie starannie wyselekcjonowane osobniki z stada „mułów” lub grup inbredowskich.
Czy wystarczy? No, czasem trzeba wyjść na ulicę …. Inaczej się nie da. To nie są często partnerzy do rozmów między ludźmi inteligentnymi. „Muł bagienny” z reguły ma poważny problem z inteligenckim zachowaniem czy kulturą osobistą oraz mentalnością społeczną. Ze względu na brak wyobraźni i "mułowate naleciałości", wszelkie kulturalne sposoby nie docierają do niego. Wtedy często docierają do nich argumenty w rodzaju siłowych.
Tu na myśl przywodzą słowa Maximilien’a  Robespierre:
Z żalem ogłaszam tę fatalną prawdę: Ludwik musi umrzeć, bo naród musi żyć.”
A przed Polakami ugór, na nim nie można żyć….

spisał Paul L. Winfried H. Richard M.





.
 
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org