Pissed off czyli kultura po polsku
Notka: "pissed off" po angielsku znaczy mniej więcej "wkurwiony". Sorry za słownictwo. Użył go senator Barry Goldwater w piśmie do szefa CIA. Precedens polega na tym, że było to pismo oficjalne. Barry Goldwater był przewodniczącym komisji do spraw wywiadu czyli jedną z kilku osób w USA mających szczególne uprawnienia. Dyrektorem CIA wówczas był William Casey. Całą sprawę opiszemy, dotyczyła finansowania "contras" przez CIA. Mamy nadzieję, że pozwoli Polakom zrozumieć jak wiele tajemnic ukrywa każdy rząd przed swoimi obywatelami i jak to posłowie, senatorowie czasem są tylko pionkami w grze urzędników. A czasem wiodą prym w "dziwnych i nieczystych" zagrywkach zwanych dyplomacją.
Znam swojego przyjaciela niemalże od dzieciństwa. Ponad dziesięć lat temu po raz pierwszy odwiedziłem go w Polsce. Pobyt w Polsce zmienił go. Był inny. Umysł ten sam, logika, inwencja jak za dawnych lat. Coś się jednak w nim zmieniło. Zachowanie. W końcu kiedyś nie wytrzymałem.

- Powiedz mi, dlaczego u mnie potrafisz się zachowywać się w sposób normalny a tu w Polsce, co drugie słowo to "ku..." i tym podobne.

Spojrzał zdumiony. Milczał chwile.

- Co ja tobie będę wyjaśniał, jutro pojedziemy do jednej z firm. Sam sobie znajdziesz wytłumaczenie mojego zachowania. Wiem, zdaje sobie, że to najgorsze, co mnie tu w Polsce spotkało. Oprócz pewnych ludzi. I zapamiętaj, że to, co zobaczysz, usłyszysz to świadectwo, że w  Polsce nie da się inaczej często żyć, funkcjonować. Zobaczysz różnicę kulturowe Polaków a innych narodów.

Nazajutrz około dziewiątej zjawiliśmy się w pewnej małej firmie polskiej. Przyjaciel pracował, jako "wspomagający zarządca". Po prostu wspierał właściciela w zarządzaniu i nie tylko.

Po pół godzinie, zaprosił mnie na dwór.

- Coś zobaczysz. Widzisz tego pracownika? - wskazał na mężczyznę około 40 lat. - Patrz i ucz się.

- Panie Staszku, proszę wziąć klucz "19" i sprawdzić nakrętkę siłownika w koparce.

Weszliśmy do biura. Stanęliśmy przy oknie.

- Przyjrzyj się, co będzie teraz robił. Patrzyłem. Pan Staszek wszedł do warsztatu. Minęło pięć minut i nadal go nie było widać. W końcu wyszedł, coś jadł. Podszedł do stołu znajdującego się na dworze. Nachylił się i wyciągnął jakąś szmatę. Poszedł w kierunku pryzmy z jakimś materiałem budowlanym, wziął łopatę i..... Wrócił do warsztatu. Minęło raptem około piętnastu minut.

Przyjaciel spojrzał  na mnie.
- Rozumiesz coś z tego? A teraz patrz i ucz się i potem nie wydziwiaj. Wyszedł przed biuro.

- "Ku..." Staszek zabiję ciebie, weźmiesz do jasnej "k...." ten klucz czy nie? Koparka ma być za pięć minut koło żwiru! - krzyk przyjaciela rozniósł się po firmie.

Pan Staszek wyszedł - ba, wyskoczył z warsztatu. Panika, wrócił i za chwilę już trzymając klucz w ręku biegł do koparki.

- Uważaj teraz, zauważ czy będzie sprawdzał nakrętkę. - rzucił Pit.

Pan Staszek rzucił klucz do kabiny koparki i.... ruszył pod pryzmę.... Dwa dni później został urwany siłownik...

- Widzisz? W Polsce dla wielu pracowników, urzędników, polityków i innych "ważnych osób" możesz być kulturalny, grzeczny. Problem w tym, że oni nic sobie z tego nie robią. Ma ochotę to odpowie czy wykona swoją prace. Nie ma ochoty to twoja kultura jest tylko debilnym, czczym gadaniem. Jak do ściany. Arogancja połączona z całkowitym tumiwisizmem. Nie istniejesz dla nikogo.

Dopiero jak rzucisz im "ku... Mać". "Ty poje.....", " Zabiję cię  skur....", lub tym podobne motywacje, od razu delikwentowi włącza się mózg, błyskawiczna reakcja. Dopiero ciebie widzą.

Mało tego zauważyłem, że generalnie ludzie w Polsce to lubią.

- Lubią? - byłem w szoku.

- Tak. Dziwi ciebie to? No, tak musi. U ciebie tego nie ma. O ile dobrze pamiętam zdarzyło się to tylko raz, kiedy senator Barry Goldwater, człowiek o niebywałej kulturze osobistej odważył się w piśmie oficjalnym użyć słowa "pissed off". W dodatku do samego szefa CIA.

W Polsce to już zaczyna być normą i kulturą tego typu zachowanie. Zauważ, że w Polsce im więcej chamski ten czy ów to jego oglądalność leci w natychmiast w górę. Jest na pierwszych stronach wszystkiego, co w Polsce się drukuje, wyświetla czy słucha.

Media to uwielbiają. Zaczynam się zastanawiać, kiedy sensacją będzie w Polsce osoba o wysokich wartościach etycznych, elegancji i wytworności? Myślę, że kiedyś przyjdzie taki czas, lecz nas już nie będzie.

Piszesz grzeczne pismo do np. Prezydenta Miasta Leszna, do dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu, do radnego, do ministra i co? I nic. Olewają ciebie na całej linii.

Co zrobić, aby ciebie szanowali? Ile razy możesz pisać? Masz dwa wyjścia - wyjechać z Polski i rozwijać swoją kulturę osobistą dzięki kontaktom z ludźmi właściwymi lub po prostu zostać, przystosowując się do tutejszych anomalii, czyli klnąc. Motywując do..  uważaj - tylko do myślenia. O działaniu to zapomnij w Polsce.

W Polsce, aby coś zrobić musisz należeć do jakiejś "bandy". Mieć znajomości, wszędzie. I powiem coś ciekawego. Jeden z przedsiębiorców poszedł na przetarg organizowany przez jeden z urzędów. Tylko wszedł, "znajomy" prezydenta urzędu od razu do niego skoczył. - " Co ty ku... tu robisz? I tak nie wygrasz przetargu!". Powiedział to na głos przy wszystkich. Nawet nie zająknął się.
Pojmujesz?

Czy ty myślisz, że w Polsce w urzędach urzędnicy, radni nie przeklinają? Klną jak szewc. Nauczyli się tylko jednego - robią to w swoim gronie. Od czasu do czasu coś przecieknie. Bez żadnych konsekwencji.

I na koniec kilka uwag. Nauczyłem się w Polsce pewnego schematu. "Jak widzę osobę kulturalną, staram się jej dorównać. Jak widzę chama to robię wszystko, aby go przewyższyć w tym. A wierz mi, że doszedłem do wielkiej perfekcji." Inaczej każdy ciebie zgnoi. I niewiele osiągniesz.
Jest to bardzo przykre, smutne i często dołujące. Jednak tak wygląda polska rzeczywistość.

Niedawno jeden z wrocławskich dziennikarzy ukradkiem pokazał mi taśmy z nagraniami niedopuszczonymi na antenę. Zgroza. Przeklinają niemalże wszyscy - policjanci, lekarze, posłowie, wyżsi urzędnicy, aktorzy, znani reżyserzy - niemalże całą śmietanka Polski.

Co z tym zrobić? Jak wykorzenić? Nie mam pojęcia.... - rzekł cicho.
Zdaję się, że coś dodał na koniec naszej rozmowy. Udałem, że nie słyszę.


Paul Lomax








,
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org