Uwielbiam biblioteki. Pierwszy poważny staż spędziłem w Lizbonie. Potem przyszedł czas na stolicę Peru, Lima. I tak do dziś trwa moja przygoda z starociami historii, spisanych na papierze, pergaminie czy całkiem dziwacznymi dla współczesnych ludzi materiałami.

Niemalże każdy z nas ma w domu książki. Porozrzucane kawałki czyjegoś życia, często obcego, lecz przyjaznego spojrzenia na świat. Czasem są niezrozumiałe, nielubiane. Jednak zawsze wśród nich jest jakiś „bia
ły kruk”, do którego wracamy myślami, nie biorąc już do ręki. Jest w nas. Na zawsze. Jadąc samochodem, lecąc samolotem, stojąc w kolejce czy czekając na obiad, często ów „biały kruk” krąży miło w naszych myślach. Bezwiednie i przyjemnie.

Wychowałem się w Polsce. Ciemnej, przykrej, czasem radosnej dzięki prostym ludziom. Część z nich jednak stała się ponurymi twórcami „piek
ła na ziemi”. Dane było mi być Polakiem tylko, a może aż 17 lat. Owe lata zostały w mojej świadomości, jestestwie na zawsze. Gdziekolwiek mnie los rzucił. Dżungla, pustynia, sawanna czy bezkresne wyżyny Afryki, Azji, zawsze, gdy stawał świt, budziłem się Polakiem.
Niedawno odwiedziłem przyjaciela w Polsce. Jak wielu, ma także swój księgozbiór. Skromny, lecz… jak
że bogaty. Czekając na niego, w gabinecie znalazłem wśród różnych tomów opasłą książkę, z fotografią w sepii.

Ostrożnie otworzyłem. Czasy mojej mamy, więźniarki Oświęcimia o pięciocyfrowym numerze. Ojca pielęgnującego w mrokach nazizmu, potem komunizmu po cichu własną Ojczyznę.

„Pozna
ń. 10 IX 1939 roku. Godzina 12. Major Saher wraz z dwunastoma ludźmi złożył meldunek. Osiągnęliśmy Poznań a o 12.30 siedzibę władz miejskich.”

Następnie był opis przekazania miasta Wehrmachtowi.

21 IX usunięto z ratusza polskiego Orła. Następnego dnia Greiser (były prezydent senatu Gdańska, szef zarządu cywilnego Poznania) zakazał handlu złotem i ustalił maksymalne ceny na mięso, przetwory mleczne czy żywe zwierzęta. Za złamanie tego zakazu, karano jak później się okazuje także Niemców.

22 IX aresztowano 62 Polaków, zarzut posiadanie nielegalnie broni. Nazajutrz wykonano wyrok śmierci na Leszku Kwaczewskim.

Niemalże każdy dzień zaczyna się od aresztowań czy wykonania wyroków śmierci. Skrupulatność niemieckich dokumentów jest porażająca. Dane o bezrobociu - np. 29 września liczba ta wynosiła 2 627 osób. Stan zablokowanych w Banku Rolnym oszczędności Polaków to kwota 281 812,10 zł.

Otwieram dalsze stronice.. 31 grudzień…Centralne w
ładze Rzeszy obniżyły zasiłek chorobowy pracujących Polaków z 50% do 33,5%. W domu niemieckim dla niemowląt znajdowało się 44 polskich dzieci, 23 chłopców i 21 dziewczynek. W 1941 roku w więzieniu przy ul. Młyńskiej wykonano 563 wyroków śmierci ( zgilotynowano). Policja ochronna aresztowała w ostatnim półroczu tego roku 7 279 Polaków, 752 Niemców i 61 osób innej narodowości.

… 30 Grudnia S
ąd lokalny w Poznaniu skazał Bronisławę Idzińską i Czesławę Szostak za kilkakrotne przyjazne pomachanie francuskim jeńcom wojennym na karę 7 miesięcy obozu karnego. W uzasadnieniu użyto zwrotu „polityczna konieczność”. Elwirze Budzińskiej i Krystynie Żurowskiej za uśmiechanie się do francuskich jeńców wymierzono karę 3 miesięcy obozu karnego. W dniu 1 września 1941 roku, policja biła spotkanych Polaków noszących czerwone krawaty czy czerwone chusteczki kieszonkowe. W domach starców przebywało 285 Polaków. Nazajutrz rozstrzelano Bronisława Borowiaka, robotnika rolnego z Rokietnicy za sabotaż i czynne znieważenie Niemca…

2 sierpnia tegoż roku, aresztowano dwóch Polaków za przypięcie odznaki NSDAP w celu nabycia bez kartek wyrobów tytoniowych. W tymże dniu podano do wiadomości, że ludność niemiecka otrzyma dodatkowy, jednorazowy przydział 250 g grochu i po 3 śledzie na osobę.

3 sierpień zaczął się od zarządzenia Greisera o powołaniu sądów doraźnych ( Politzei-Standgericht) dla Polaków i Żydów. Mogły orzekać tylko jeden wyrok - karę śmierci, przekazanie do Gestapo lub uniewinnienie.

Następne dni to ciąg wykonywanych wyroków śmierci. Także wprowadzenie zakazu sprzedawania Polakom owoców jak i nabywania ich przez ludność polską.

Wśród kart pełnych krwi, więzień, obozów karnych, grzywien znalazłem notkę o konspiracyjnych rozgrywkach w piłce nożnej. Mistrzostwo Poznania zdobył KS „Górczyn”, pokonuj
ąc KS „Strzelecka” 4: 3, a „Dębiec” wygrał z „Wildą” 6 do 1.
Są też informację o konspiracji, partie polityczne, oddziały wojskowe ( Tor i Tor-2, Ambulans itd.), stowarzyszenia i inne.
Śmierć, gilotyna, rozstrzelanie, zakazy, rozporządzenia, obozy karne …..

Ktoś mnie szturchnął. Obróciłem się. Pit podał mi filiżankę z kawą. Spojrzał na książkę. Milczeliśmy.

- Skąd to masz? - spytałem.

- Pamiątka po dzieciństwie i lekcji patriotyzmu.

- To raczej rzadkość w polskich domach.

-
Fakt, rzadkość. Winno być inaczej. Wiesz, sięgam często po tą książkę. Nie tylko, dlatego, że urodziłem się w Poznaniu, lecz aby uchronić się od zezwierzęcenia. Od zbydlęcenia w dzisiejszym świecie.

W tej książce wymienia się także moją rodzinę. Kolejarzy, odlewników, też skazanych na Oświęcim, Żabikowo i przymusowe roboty do Nadrenii. Jednak nie dlatego po nią sięgam. Czytam i staram się wyobrazić tamte czasy. Jak to jest żyć w świecie, gdzie władza traktuje mieszkańców gorzej jak bydło? To tam znalazłem opis, skazania Marcelego Szyftera na śmierć za „rzekome znęcanie się nad krowami”. Sprzątaczkę uśmierconą tylko za przywłaszczenie zapasów Niemieckiego Czerwonego Krzyża. Kara chłosty w Poznańskich Tramwajach, jakieś przydziały do smarowania, cukru. Aby było ciekawie karano także Niemców. Był taki wpis - „Nienadający się do zatrudnienia na Wschodzie”. Niemiec mający coś takiego był wyrzucany do Niemiec. Czyli administracja nazistowska sama pilnie „dyscyplinowała” swój naród. Bodajże w styczniu 44, kilku żołnierzy niemieckich obrabowało Polaków. Jak sądzisz, czym to się skończyło? Niczym.

Przerwał na chwilę. Łyknął kawy.

- A teraz wróćmy do naszych czasów. Ciebie SB w wieku 17 lat wyrzuciło z Polski. Za co? Za to, że twoja matka była w Oświęcimiu? Za to, że twój ojciec jak słyszał Bierut, Gomułka czy Gierek to chwytał za siekierę? Twoje wyrzucenie to nie taki daleki czas. Raptem lata 70. Jakim ty byłeś zagrożeniem dla PRL? Przecież my nawet nie wiedzieliśmy wtedy, co to polityka. A jednak wyrzucono. Tak jak tych Niemców z wpisem do akt personalnych. Żołnierze pobili Polaków. Zero kary. A teraz jest inaczej? Policja zabija w centrum miasta młodego człowieka, drugi jest inwalidą. I co? Nikt nie winien. Oczywiście, że idiotyzmem jest porównywanie tych czasów. To diametralnie różne czasy. Pod każdym względem. Jednak jest coś, co łączy te okresy. Zachowania ludzi. W roku 1943 dwóch ministrów Rzeszy złożyło skargę na Greisera, gdyż ten obsadzał stanowiska bez porozumienia z nimi. Jak jest dzisiaj w wielu krajach, także naszym?

W czerwcu 43 roku w sklepach pojawiła się duża ilość, uważaj słomianych pantofli, po niskiej cenie. Oczywiście wszystko wykupili ubodzy Polacy. A jak jest teraz? Ilu Polaków się rzuca na tandetę z Chin i podobnych krajów. Kto sprowadza „słomiane” buble, zbyt często jednorazowego użytku? Dlaczego w Polsce nie ma porządnej i wysokiej jakości towarów? Na to może pozwolić sobie tylko garstka Polaków. W większości wyżsi urzędnicy i politycy. A reszta?

Niemcy zabronili rozmawiać po polsku. Jak idę do urzędu, to zastanawiam się, w jakim języku ja mam rozmawiać np. z radnymi z Leszna czy urzędnikiem w urzędzie wojewódzkim w Poznaniu? Niektóre rozmowy trwają już ponad trzy lata. Brakuje tylko bicia pięściami z ich strony i byłbym w Poznań 1944 rok.

Jak widzisz są cechy wspólne. Czy w dzisiejszym świecie jest inaczej? Czy czegoś się nauczyliśmy? Czy oduczyliśmy się poniżać innych, słabszych umysłowo czy fizycznie? Czy wielu nie nabrało nawyków zezwierzęcenia, chociażby w małej części?
Ta książka „pilnuje” mnie samego. Kiedy chcę zrobić trzy kroki naprzód, zatrzymuje się i spoglądam na ostatnie postawione dwa kroki. Te stronice ostro przypominają mi, że muszę unikać błędów przeszłości.

Dlatego też każdy urzędnik, poseł, polityk, przedsiębiorca i zwykły człowiek powinni mieć w swoim arsenale książkowym podobną lekturę. Takiego „białego kruka”, mądrości i rozsądku.

Urzędnik, mam nadzieję, zanim podjąłby jakąś decyzję dobrze by się zastanowił czy jest zgodna z dobrem innych ludzi. A tak mamy w Polsce zbyt często „dzikie prawo”. Skorumpowany urzędnik - zero odpowiedzialności. Niekompetencja jest często wynagradzana. Chamstwo urzędnika to także często zwykła norma. Za brak zapiętych pasów mandat kilkuset złotowy. Przedsiębiorca zalegający z kilkumiesięczna wypłata - zero odpowiedzialności. I tak dalej.

- Ta książka o Watherlandzie dla mnie to żywa istota - to nie tylko zwykła historia. To ocalenie od zezwierzęcenia człowieka. Łatwiej stawiać kroki przyszłości.
Spojrzałem na książkę. Wprawnym okiem dostrzegłem nierówność w złożeniu. Otworzyłem. Wewnątrz znajdowała się złożona w czworo kartka papieru w kratkę. Nie otwierając jej, podałem przyjacielowi. Rozłożył ja w skupieniu. Przeczytał i podał mi. Poznałem znajome pismo.

19 stycznia 1945 r.
Koniec udręki - sobota - przy bramie głównej stoją werkschutze z wiadrami, i żeby wyjść trzeba wrzucić 1 fenig! to było najzabawniejsze tego dnia, obok odgłosów kanonady ruskich i ogłupiałych szwabów! Więcej do pracy już nikt nie poszedł! Miałam 14 lat i pięć lat koszmaru wojennego poza sobą!
Tego dnia nie zapomnę! Śnieg, mróz i ponuro. Zimno! I do tego okropny głód!
Sznytka czarnego chleba cieńka jak ten papier i talerz zupy - woda, obierki i jakieś zielsko! I przeżyłam!”


red.Paul Lomax
Opisana wyżej książka to dzieło Czesława Łuczaka pt. „Dzień po dniu w okupowanym Poznaniu”. Wydawnictwo Poznańskie 1989 rok.

Karta oryginalna.

Wartheland - ocalić od zezwierzęcenia
 
 
SOCIAL NETWORKS
Adova.org